|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
Fragmenty książki Sieci szybkiego żywienia kontra Hollywood - czy wchodzący w piątek na ekrany polskich kin film "Fast Food Nation" zaszkodzi McDonald's, KFC i Pizza Hut? więcej » Gdy na kilka minut przed startem udało mi się wreszcie zająć miejsce w samolocie, nie mogłem złapać tchu. Poprosiłem o coca-colę. Gdy napój stanął na moim stoliku, zauważyłem na szklance logo Pepsi. Spróbowałem i szybko stwierdziłem, że zamiast zamówionej coca-coli dostałem pepsi. - Prosiłem o colę - powiedziałem stewardesie. - To jest cola - usłyszałem. - Nie, to jest pepsi - sprecyzowałem. - Niestety, innej coli nie mamy - wyjaśniła stewardesa i odeszła. Pogapiłem się jeszcze trochę na szklankę z logiem Pepsi i wypiłem ją duszkiem. Obok mnie siedział Robert Zych, który spędził kilka lat w polskiej filii koncernu Coca-Cola, ustawiając jego produkty na półkach sklepowych tak, żeby były zauważalne z daleka i dobrze się sprzedawały. Uśmiechał się. - Niewielu ludzi widzi różnicę. Proszą o colę i piją, co im zaserwują. Gdyby było ich więcej, LOT miałby problem - zauważył. - Dlaczego? - zapytałem. - Dlatego że firma ma umowę na wyłączność z Pepsi i nie serwuje coca-coli - wyjaśnił Zych. Sprawdziłem to: na pokładach samolotów naszego narodowego przewoźnika Pepsi latała od 1998 roku. Siedem lat później leciałem do USA. Byłem w doskonałym nastroju i zamówiłem kilka szklanek czegoś mocniejszego, a do tego dwie czy trzy cole. Świetnie mi szło. Dopiero gdzieś na wysokości Grenlandii poczułem wewnętrzny niepokój. Cola smakowała, ale... Przypomniałem sobie rozmowę sprzed lat. "LOT nie serwuje coli, lecz pepsi!" - krzyknąłem do siebie i zacząłem się zastanawiać, jak mogłem to przeoczyć. Zamówiłem kolejną szklankę tylko po to, żeby się upewnić, choć po kilku godzinach lotu byłem wypełniony płynami niczym dzieciak po całym dniu w wesołym miasteczku. Ponowna próba nie pozostawiała żadnych wątpliwości: pepsi. Jak mogłem tego nie zauważyć? Po kilkunastu minutach wypracowałem teorię: chodziło o szklankę. Zwykłą, przezroczystą, niewielką, jak to na pokładzie samolotu, na oko mieszczącą 100-150 mililitrów napoju. Ale nie było na niej loga Pepsi, więc nie zdążyłem się uprzedzić. Alkohol, spożywany niemal równolegle, dodatkowo utrudniał odróżnienie "mojej" coli od konkurencyjnej. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem, ale doświadczyłem na sobie "paradoksu Pepsi", który specjaliści od reklamy na Zachodzie traktują jako sztandarowy dowód na to, że coś takiego jak marka istnieje i gnieździ się właśnie w ludzkim mózgu. Sformułowanie "paradoks Pepsi" powstało w 2004 roku w wyniku eksperymentu przeprowadzonego przez szóstkę naukowców z wydziału psychiatrii i behawiorystyki Baylor College of Medicine w Houston. "Coca-cola i pepsi są prawie identyczne pod względem składu chemicznego, a jednak ludzie zazwyczaj wykazują silną subiektywną preferencję wobec jednego z tych napojów. Ta prosta obserwacja rodzi istotne pytanie: jak przekaz kulturowy w połączeniu z zawartością szklanki kształtuje nasz odbiór?" - dociekał zespół naukowców kierowany przez Reada Montague’a. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, badanym podano zarówno coca-colę, jak i pepsi w oznaczonych, jak i nieoznaczonych kubkach. Za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) mierzono aktywność ich mózgów w tym czasie. Okazało się, że w tak zwanych ślepych testach, podczas których badani pili napoje z nieoznaczonych kubków, ich preferencje rozłożyły się po równo. Mniej więcej tyle samo osób wolało pepsi od coca-coli, co odwrotnie. Pomiar mózgu wykazał, że w trakcie takich właśnie testów w ludzkim mózgu szczególnie aktywne były te ośrodki, które odpowiadają za poczucie nagrody. Innymi słowy, ich mózg drobiazgowo analizował smak każdego z podanych płynów, gdyż smaczniejszy dostarczał mu więcej przyjemności. Wszystko się zmieniło, gdy na kubkach pojawiły się marki. Szczególnie silne reakcje wywołał znaczek Coca-Coli: nagle z niewiadomych przyczyn ludzie zaczęli znacznie lepiej oceniać napój podany w kubku oznaczonym logiem Coca-Coli. Oceniali go dużo lepiej niż to, co dostawali w kubku nieoznaczonym, choć i w nim również była coca-cola. Znaczek Pepsi nie wywołał tak silnych emocji. Różnicę było widać również w aktywności mózgu zarejestrowanej przez funkcjonalny rezonans magnetyczny - mózg badanych znacznie bardziej aktywnie reagował na logo Coca-Coli niż na logo Pepsi. Ponadto przy wyborze napojów z oznakowanych kubków większą aktywność zarejestrowano w tych ośrodkach mózgu, które są odpowiedzialne za naszą samoocenę. A więc preferencje smakowe badanych przegrały w konfrontacji z ich wyobrażeniami na temat coca-coli, które były silniejsze niż w przypadku pepsi. Prowadząc ten tok rozumowania dalej, można powiedzieć, że wybieramy konkretny napój dlatego, że chcemy poczuć się kimś lepszym, a nie dlatego, że smakuje nam bardziej niż inny. Czy tak samo nie jest z innymi produktami - na przykład z samochodami, perfumami czy komputerami? Zdeklarowany miłośnik Renault, Bulgari czy Apple w życiu by się do tego nie przyznał. « zwiń "I nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne" - grzmiał Jarosław Kaczyński z sejmowej trybuny w lipcu 2006 roku. Szybko się poprawił, ale wywołał gromki śmiech wśród posłów oraz w mediach, zapisując się w polskiej polityce równie trwale co Lech Wałęsa, który był "za, a nawet przeciw". Paradoksalnie, słowa premiera IV Rzeczypospolitej nie były pozbawione sensu, przynajmniej w kwestii prania. więcej » Lanser, trend-setter, doprzodowiec - To był jeden z najciekawszych projektów, jakie robiłem w swoim życiu, ale im bliżej końca, tym bardziej stawał się męczący - opowiada Marcin Klaus, badacz, który wraz ze swoją koleżanką Patrycją Venulet przeprowadził kilkanaście wywiadów z młodzieżą i właścicielami klubów, barmanami oraz osobami dokonującymi selekcji na wejściu59. - W dzień obserwowaliśmy młodzież w sklepach i kawiarniach, w nocy - w dyskotekach i klubach - wspomina Marcin. więcej » Odkrywcy zawartości koszy na śmieci Na zlecenie Krajowego Stowarzyszenia Przemysłu Tytoniowego i poszczególnych koncernów paczki na śmietnikach od 2000 roku zbiera firma Almares Instytut Doradztwa i Badań Rynku. Jej szefem i założycielem jest czterdziestoośmioletni Andrzej Ludek kierujący równocześnie Instytutem Badań DNA, prywatną placówką zajmującą się ustalaniem ojcostwa oraz badaniami kryminalistycznymi. Człowiek, który co roku pomaga koncernom tytoniowym śledzić skalę przemytu, prywatnie jest aktywnym społecznikiem. Dawniej był członkiem Zrzeszenia Studentów Polskich, a obecnie działa w Rotary International, gdzie był gubernatorem dystryktu 2230 obejmującego poza Polską także Białoruś i Ukrainę. W 2000 roku został nawet odznaczony przez prezydenta Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. więcej » Zakupy pod przykrywką, czyli o tym jak zostać mystery shopperem Mystery shopperem zostałem przez przypadek. Po hucznej imprezie w górach wróciłem do hotelu w Wiśle tuż przed północą i, przechodząc obok recepcji, zamówiłem szklankę mleka. Jak zwykle, zrobiło się zamieszanie. Jednak nie poddałem się i restaurację, gdzie ukryło się mleko, otworzono specjalnie dla mnie. Następnego dnia opowiedziałem tę historię szefowi firmy AMPS, który przyjechał do Wisły na szkolenia i zatrzymał się w tym samym hotelu. więcej »
|
2008 SIW Znak sp. z o.o., ul. Kościuszki 37, tel. (+12) 61-99-550, fax (+12) 61-99-555, |